Marsz Milczenia dla Bartka Pałosza

DSC_9405

“Szkoła bez przemocy”, “STOP bullyinng!”, “No Bully Zone”, “Zło dobrem zwyciężaj” – takie hasła można było przeczytać na transparentach niesionych przez uczestników Marszu Milczenia dla 15-letniego Bartka Palosza, który odbył się w Greenwich, CT, 10 września 2013, dwa tygodnie po tragicznej śmierci chłopca. Bartłomiej “Bart” Palosz, uczeń liceum w Greenwich, CT, popełnił samobójstwo po pierwszym dniu nowego roku szkolnego. Chlopiec zastrzelił się w domu rodzinnym w Byram. Rodzina oraz znajomi twierdzą, że do popełnienia samobójstwa skłoniły 15-latka brak akceptacji oraz dokuczanie (bullying) rówieśników w szkole.

This slideshow requires JavaScript.

Marsz Milczenia został zorganizowany przez Szkołę Kultury i Języka Polskiego im. Bł. Jana Pawła II w Bridgeport CT, by uczcić pamięć chłopca i solidarnie pokazać, że polskie srodowisko jest przeciwko agresji i przemocy w szkołach. I choć termin spotkania zaplanowano w ciągu tygodnia w przedpołudniowych godzinach, uczestniczyło w nim prawie 400 osób.

Wsrod maszerujacych panował nastrój zadumy i skupienia. Organizatorzy zadbali o każdy szczegół: piękną oprawę muzyczną – śpiewano pieśni sakralne oraz m.in. Modlitwę Bułata Okudżawy, przygotowano tablice z hasłami nawołującymi do zaprzestania przemocy w szkole i wspaniały portret Bartka usytuowany na honorowym miejscu. Zgromadzony tłum ściskał w rękach polskie i amerykańskie flagi oraz świeczki i znicze, które zostały ceremonialnie złożone w podnóża portretu zaraz po zakończeniu kilkuminutowego Marszu Milczenia.

Kilka osób zabrało głos: m.in. Chris Winters i William McKersie – Headmaster i Superintendent Greenwich High School, Dorota Andraka z Centrali Polskich Szkół Dokształcających, Tomasz Moczerniuk oraz główna organizatorka marszu i Dyrektor Polskiej Szkoły w Bridgeport Izabela Pardo-Małecka, która powiedziała: “Jesteśmy tu ponieważ nie chcemy pozwolić, żeby śmierć Bartka przeszła bez echa. Chcemy, aby każdy kto usłyszy jego Imię rozejrzał się dookoła i przestał być marionetką głuchą na to, co dzieje się obok. Bądźmy wyczuleni na ZŁO i nie pozwólmy, aby wygrywało z nami kolejne bitwy.”

W wydarzeniu wziął udział Franciszek Pałosz, przepełniony bólem ojciec Bartka. Powiedział: “Mam nadzieję, że smierć naszego syna nie pójdzie na marne. Jest mnóstwo takich dzieci jak Bartek, nękanych i szykanowanych, nawet w tej samej szkole, do której chodził Bartek. Może ta tragedia pomoże zauważyć te sytuacje i walczyć
z nimi…”

Uczestniczący rodzice podkreślali, jak ważny jest bliski kontakt z dzieckiem, obserwacja jego zachowania i wcześniejsze oznaki, że czuje się ono nieszczęśliwe w środowisku szkolnym. Bartek juz wiele miesięcy wcześniej umieszczał na swoim profilu na Google+ posty, które wskazywały, że czuł się samotny i często myślał o samobójstwie. “Kto by za mną tęsknił, gdybym przebił sobie oko z powodu tego, co dzieje się w szkole” – napisał 3 lipca. Trzy dni później napisał, że postanowił iść za radą 3 osób i zabić się. Gdy inni użytkownicy Google+ starali się go pocieszyć mówiąc, że jego problemy kiedyś miną, odpowiedział, że od dziesięciu lat jest codziennie szykanowany w szkole.

Joanna Jączek, nauczycielka w Polskiej Szkole im. bł. Jana Pawła II w Bridgeport, CT:
“Kiedy wróciłam do domu po Marszu Milczenia poświęconemu Bartkowi, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony byłam wyciszona, spokojna, moje mysli wciąż pozostawały przy jego zdjęciu, kwiatach, świecach, rozżalonym tłumie. Druga moja strona krzyczała jednak wewnątrz: Dlaczego? Kto popełnił błąd, że musiało dojsć do takiej tragedii? Jako matka nie wyobrażam sobie bólu, pustki i cierpienia rodziców Bartka. Wczoraj to własnie ojciec Bartka – jako jedyny w tłumie patrzył na portret nie kolegi, nie znajomego, nie Polaka. On patrzył na zdjęcie swego ukochanego dziecka, którego już nigdy nie przytuli, nie porozmawia, nie powie, że kocha… Marsz nazwany był Marszem Milczenia, ale mimo, iż w ciszy oddaliśmy hołd Bartkowi miałam wrażenie, że nasze zamknięte usta krzyczały: Nie zapomnimy o Tobie Bartku!”

Monika Satur-Szydłowski ze Stamford, CT: “Poznając historię Bartka uderzyl mnie fakt, ze problem nieakceptacji w szkole jest o wiele większy niz mi się wydawało. Myślę, że ten marsz chociaż w jakimś małym stopniu sprawił, iż rodzina Bartka poczuła, że nie jest w tej tragedii i może liczyć na wsparcie wielu dobrych ludzi. Wielkie ukłony należą sie Pani Dyrektor i dyrekcji z Polskiej Szkoly w Bridgeport za przygotowanie calej uroczystości.”

“Intencją przy organizacji tego spotkania było poruszenie nieba i ziemi, żeby wszyscy usłyszeli o tej strasznej rzeczy, jaka przydarzyła się Bartkowi.” – powiedziala po Marszu Izabela Pardo-Malecka – “Najbardziej ujęło mnie to, że Polacy nie zawiedli i przyszli w tak dużej liczbie. Widać, że kiedy mamy do czynienia z tragedią i cierpieniem drugiego człowieka, nie jesteśmy obojętni. I to jest najpiękniejsza nasza cecha narodowa. Marsz był też potrzebny dla rodziny Bartka. Żeby zobaczyli, że ta tragedia rzuciła nas wszystkich na kolana, że razem z nimi płaczemy, cierpimy i pytamy sie głośno DLACZEGO.”

Relacja: Marta Kustek, Tomasz Moczerniuk
Zdjęcia: Magdalena Kalkowska

Uśmiech dla Dziecka…

Dzień Uśmiechu 2013 w Polskiej Szkole w Bridgeport

Parę miesięcy temu dzieci z naszej szkoły podarowały Ojcu Łucjanowi Królikowskiemu Order Uśmiechu. Napracowały się przy tym, więc Zarząd i nauczyciele postanowili również zorganizować coś, co przysporzy niejeden, ale wiele uśmiechów na twarzyczkach dzieciaczków.

Dzień Uśmiechu w Polskiej Szkole w Bridgeport

Dzień Uśmiechu w Polskiej Szkole w Bridgeport

Rano 20 kwietnia  jak zwykle rozpoczęliśmy zajęcia naszą 30 minutową religią. Oczywiście temat przewodni rozważań Ojca Michała w kaplicy to radość i uśmiech. Wszystkie dzieci, nauczyciele, rodzice dumnie prezentowali przyklejony na piersi znak z uśmiechniętą buźką.

Następnie wszyscy ze swoimi kocami, poduszkami i przyniesionymi z domu pluszakami udaliśmy się do sali pod kościołem na SUPER NIESPODZIANKĘ. Gościnnie wystąpiły u nas dzieci ze Szkoły Języka Polskiego w Derby prezentując nam teatrzyk pt. Królewna Śnieżka. Radości i zaciekawienia było mnóstwo. Bardzo fajnie opracowana bajka urozmaicona współczesnymi przebojami zebrała ogromne brawa. Uczniowie w skupieniu i ciszy (co się rzadko zdarza) śledzili fabułę przedstawienia.

Dzieci z Polskiej Szkoły w Derby i ich Śpiąca Królewna - foto. Monika Satur-Szydłowski

Dzieci z Polskiej Szkoły w Derby i ich Śpiąca Królewna – foto. Monika Satur-Szydłowski

W tym samym czasie nasza starsza młodzież, którą niekoniecznie już interesuje Królewna Śnieżka rozgrywała mecz ping-ponga w sali szkolnej pod czujnym okiem pana Grzegorza Szydlowskiego.

Po zakończonym przedstawieniu rodzice i zarząd zaprosili wszystkich obecnych na gofry, które smażone były już od wczesnych godzin porannych. Gofry oczywiście z bitą śmietaną, dżemem i cukrem pudrem znikały w oka mgnieniu. Mamy przygotowały hotdogi , które niezmiennie cieszą się ogromnym zainteresowaniem naszej dzieciarni.

Pyszne gofry znikały w mnieniu oka. Foto: Monika Satur-Szydłowski

Pyszne gofry znikały w mnieniu oka. Foto: Monika Satur-Szydłowski

Po wspólnym posiłku pożegnaliśmy gości z Derby i nasi uczniowie wygodnie porozkładali się na kocach, bo oto rozpoczął się seans filmowy. Młodsze dzieci oglądały Króla Lwa, starsze w szkole film przeznaczony dla trochę dojrzalszego widza „Magiczne Drzewo”.

W trzech mikrofalówkach narobiliśmy całą, ogromną miskę
popcornu. Również trener naszej drużyny piki nożnej Wojtek Orłowski podarował całą torbę gumowych, kwaśnych robaków (nie wiem dlaczego, ale dzieci uwielbiają te cukierki!!!).

Naprawdę było fajnie. Na koniec każde dziecko dostało kolorowy balonik, żeby pamiętało w domku jaki był w Szkole Kultury i Języka Polskiego w Bridgeport UŚMIECHNIĘTY DZIEŃ.

Tekst: Izabela Pardo-Małecka
Zdjęcia: Monika Satur-Szydłowski

I my pomagamy Adasiowi!

Klasa II Polskiej Szkoły w Bridgeport 2012-2013

W akcję pomocy choremu na nowotwór oka Adasiowi zaangażowało się dotychczas wielu Polaków w USA. W sobotę 27 kwietnia do grupy darczyńców dołączyła społeczność Szkoły Kultury i Języka Polskiego im. bł. Jana Pawła II w Bridgeport. Zarząd placówki przeprowadził zbiórkę, w wyniku której uzbierano 432 dol., a dzieci z klasy II wykonały dla 7-latka piękne, serduszkowe laurki.

Tomek i Nicola z datkami - foto: Tomek Moczerniuk

Tomek i Nicola z datkami – foto: Tomek Moczerniuk

Polska Szkoła w Bridgeport, która istnieje od 1987 po raz kolejny udowodniła, że nie jest obojętna na potrzeby innych ludzi. Po tym jak w marcu w szkole uzbierano 336 dol. dla 33-letniego Adama Zakrzewskiego, który ucierpiał w wypadku na snowmobile’u tym razem postanowiono wspomóc groszem 7-letniego Adasia Aftykę, cierpiącego na retinoblastomę. “Zbiórka przebiegła bardzo sprawnie.” – powiedziała Edyta Kułak, prezes szkoły – “Rodzice naszych uczniów i grono pedagogiczne chętnie wrzucali datki do puszki, dzięki czemu jeszcze przed południem była ona w połowie wypełniona banknotami.”

Pod koniec dnia Marek Czapka i Wojciech Orłowski dorzucili po $50, a po komisyjnym przeliczeniu okazało się, że w sumie uzbierano 432 dol. “Najbardziej wzruszające było to, że groszem dzieliły się także dzieci.” – zdradziła Izabela Pardo-Małecka, dyrektor placówki – “Wrzucały do puszki pieniądze, które zostały im w kieszeniach po zakupach w szkolnym sklepiku.”

Klasa II, którą opiekuje się Joanna Jączek, postanowiła pomóc także w inny sposób. Wszyscy uczniowie wykonali dla swojego rówieśnika piękną laurkę w kształcie serca. “Na każdej z nich napisane były słowa przyjacielskiego wsparcia.” – powiedziała wzruszona wychowawczyni – “Ten chłopiec jest taki mały, a tyle już w życiu wycierpiał. Chcemy mu pokazać, że z nim jesteśmy i że wierzymy, że pokona chorobę.”

ZOBACZ FILMIK: POZDROWIENIA OD DZIECI Z KLASY II DLA ADASIA 

Laurki i zebrane pieniądze trafiły do Adasia już nazajutrz. W niedzielę, 28 kwietnia chłopiec i jego babcia spotkali się z przedstawicielami szkoły na Manhattanie. Adaś bardzo ucieszył się z laurek, choć ubolewał nad faktem, że obecnie nie jest w stanie ich przeczytać. Oprócz niemal całkowitej utraty wzroku – do której doszło w listopadzie ubiegłego roku na wskutek wznowy choroby – spuchło mu oko. Być może był to skutek zabiegów iniekcji, którym chłopiec jest poddawany kilka razy w tygodniu. Na pocieszenie Ida i Antoś – dzieci z PS w Bridgeport – podarowali także małemu pacjentowi czerwoną koszulkę z logo szkoły oraz po jednej ze swoich zabawek. “Ja oddałam mu pluszowego słonia na szczęście, który bardzo mu się spodobał.” – powiedziała uczennica klasy II – “A mój czteroletni brat podzielił się z Adasiem swoim rekinem.”

Przyjaciele z Polskiej Szkoły w Bridgeport z wizytą u Adasia. - foto: Alicja Dewera-Moczerniuk

Przyjaciele z Polskiej Szkoły w Bridgeport z wizytą u Adasia. – foto: Alicja Dewera-Moczerniuk

Koszulka natychmiast powędrowała na grzbiet chłopca, który po sprawdzeniu zabawek metodą “na dotyk” błyskawicznie wciągnął Antosia do wspólnej zabawy. Dla osób postronnych widok dwójki cudownie bawiących się dzieci nie byłby niczym nadzwyczajnym, ale dla osób obecnych na spotkaniu ta chwila zintegrowanych igraszek tryskającego życiem 4-latka z ciężko chorym i niemal w 100% pozbawionym wzroku kolegą była bardzo wzruszająca. Tymczasem babcia Danuta Gołębiowska opowiadała o perypetiach Adasia, którego rodzice również są niewidomi. “Jego matka cierpi na retinoblastomę, a ojciec stracił wzrok w wyniku wypadku.” – tłumaczyła Pani Danuta – “Wzięłam go do siebie i opiekuję się nim od 2 tygodnia życia. To wtedy właśnie wykryto u niego raka i usunięto mu jedno oczko.” 

Adaś ma wielkiego pecha z powodu raczyska, ale i ogromne szczęście, że jest w tak dobrych rękach. Dzięki determinacji babci trafił najpierw do Londynu, gdzie poddany był intensywnemu leczeniu. Gdy w listopadzie 2012 choroba powróciła, a londyńscy lekarze rozkładali ręce babcia nie poddała się i ruszyła z chłopcem do Nowego Jorku. To tutaj, w Memorial Sloan-Kettering Cancer Center Adaś ma realną szansę na pokonanie nowotworu dzięki nowatorskiej metodzie leczenia opracowanej przez Dr. Davida Abramsona. “Tutejsza chemia nie zabija całego organizmu w przeciwieństwie do tych podawanych w Europie.” – stwierdza babcia – “Jest także bardzo skuteczna i pewnie dlatego kosztuje $120,000.”

Taka jest cena uratowania jedynego oczka Adasia. Według strony www.adamaftyka.com heroiczna babcia i przesympatyczny, rezolutny chłopiec, który ma niesamowity talent krasomówczy uzbierali już ponad $90,000. Dzięki akcjom takim jak w polskiej szkole w Bridgeport oboje są bliżej celu, który – dosłownie i w przenośni – jest w zasięgu wzroku.

ZOBACZ FILMIK – PODZIĘKOWANIA OD BABCI I ADASIA

Tomek Moczerniuk
Zdjęcia: Tomek Moczerniuk, Alicja Dewera-Moczerniuk

* Przypominamy, że aby pomóc Adasiowi w walce z retinoblastomą fundacja Polonia for Kids udostępniła także swoje konto w Polish Slavic Federal Credit Union, na które można wpłacać środki (numer konta: 1185915 z dopiskiem dla Adasia Aftyki).

Więcej szczegółów pod telefonem (267) 312-3180 oraz na stronie www.poloniaforkids.org.